Kilka luźnych myśli na temat łowienia w solance. Przemyślenia zebrane bezładnie ale z mojego punktu widzenia ważne i godne zachowania w pamięci. Kto wie kiedy nadarzy się okazja na wyjazd?

Gajd jest nieodzowny, jego znajomość wody, pływów oraz zachowania ryb jest progiem nie do przeskoczenia. Zwłaszcza podczas łowienia z łodzi na ogromnym obszarze wody. Być może DIY jest możliwe, ale według mnie tylko brodząc i to po skrupulatnym przygotowaniu się.

Zapasowe szczytówki są lepsze niż zapasowe wędki, to oczywiście ze względu na dozwoloną ilość bagażu. Poza tym złamaną szczytówkę można szybko wymienić i nadal łowimy własną wędką, najczęściej z dobrze sparowaną z linką. W końcu używając kij gajda łowimy kijem nieznanym nam i niestety nie koniecznie dobrze dopasowanym z naszym sznurkiem. Łowiąc kijem gajda, nie było źle ale łowiąc moją wędką czułem się pewniej i mogłem oddawać dalsze rzuty.

Wędki sztywne jak pal Azji są fajne w katalogach. Wszystkie ex-fasty, podobnie jak w spinningu, nadają się do … tam, gdzie Bujo Stelle parkuje (z jednym wyjątkiem – kiedy musimy forsować wiatr są po prostu debeściakami i to bezdyskusyjnie). Muchówki na flats powinny mieć duszę i power. Mod-fast czy fast-regular z mięsem w dole pozwala na celne rzuty, bez różnicy bliskie czy dalekie. Dobrze jest, kiedy kij ładuje się szybko i pozwala na położenie muchy na 15 metrach po jednym czy dwóch false castach.

Słowo o kołowrotkach. Najważniejsze cechy to: ilość podkładu wchodzącego pod linkę, wodoszczelny i bardzo płynny hamulec trzymający formę przez kilkadziesiąt minut holu z długimi odjazdami, duża średnica szpuli pozwalająca na szybkie zwijanie linki. Cała reszta, to otoczka marketingowego bullshitu i wiary w label.

Odpowiednie muchy dają około 30% sukcesu. Nic odkrywczego a jednak temat warty uwagi. Sztuka polega jak zawsze na tym, aby trafić w balans pomiędzy wielkością, szybkością tonięcia, kolorem i materiałami. Dobrze jest wcześniej zająć się rozeznaniem i wybrać kilka skutecznych wzorów a następnie powiązać odpowiednią ilość z każdego rozmiaru, biorąc pod uwagę szybkość tonięcia i to wszystko zmiksować z różnymi skutecznymi kolorami.

Haki. Tępe haki są do dupy, punkt! Ale sama ostrość jeszcze nie wystarcza. Oprócz tego muszą być jeszcze mocne, co ja mówię? Bardzo mocne i równocześnie lekkie. Więcej nie ma co pisać, wystarczy sobie wyobrazić jakie obciążenia musi wytrzymać hak w rozmiarze na przykład 8, kiedy odjeżdża z nim dwu kilowy bonefish.

Trening rzutowy jest nieodzowny! Wyrzucenie całej Rio OBS w bezchmurny i bezwietrzny dzień w ogrodzie, ma się nijak do realiów. Nieustanny wiatr, lekkie bujanie morza, ciągły ruch łodzi i ryb, często kryjących się pod zwisającymi nad wodę gałęziami, powodują że nasze własne mniemanie, o naszych własnych umiejętnościach rzutowych potrafi lec w gruzach. Sztuka polega na tym, aby podać muchę na metr od ryby, biorąc pod uwagę to, co napisałem powyżej.

Łowienie w solance to ciężka praca odległa od ogólnie przyjętego obrazka z pocztówki z Karaibów. Słońce lejące bezlitośnie żarem z nieba. Pot lejący się strumieniami w oczy i nie tylko. Wszędobylska sól żrąca równie bezlitośnie każdy kawałek skóry i sprzętu. Wiatr nieustannie utrudniający rzuty i pracę gajda. Zero miejsca w lagunach mangrowych. Łatwo i przyjemnie jest na YouTube. Jeżeli ktoś nie wierzy, to proszę samemu spróbować jak smakuje ten, jednak bardzo smakowity, owoc.

Łowienie na muchę w solance jest niesamowite! Ryby słodkowodne to tabletki tranu! Nuuuda! Chyba dlatego dajemy się zarazić tym bakcylem, bo jak to inaczej wytłumaczyć? Parafrazując Kennedyego na zakończenie: nie łowimy ryb morskich na muchę, bo jest to łatwe. Robimy to właśnie dlatego, że to jest takie trudne!

2017, pitt